opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
Independent woman!

2010-08-30 | 18:47:25

Wczoraj kolejna klotnia i maly dol,ale dzis juz o tym nie mysle.Mam nadzieje,ze jednak kolejnym razem uda mi sie powstrzymac emocje,nie powiedziec za duzo,olac to.Jeszcze sie tego nie nauczylam na tyle dobrze.

Mialam wczoraj gosci.I co sie okazalo?Ze pewnie mialabym,gdzie mieszkac w moim wymarzonym miescie.Gdyby odpowiedni ludzie wiedzieli wczesniej.Kurwa musieli mi o tym przypomniec?!Juz zaczelam sie na dobre godzic z tym,ze tam mnie nie bedzie.To juz niewazne.Musi byc niewazne,zebym mogla do cholery zapomniec.

Dostalam zaproszenie na wesele.Tylko nasza rodzina,bez osob towarzyszacych.Matka nie idzie.Ja nie wiem.Znam tam tylko kilka osob,sama rodzine,ciotki itd.A i tak malo,bo w wiekszosci bedzie tam dalsza rodzina.Jakis czas temu bylam na takim weselu i uczucia mialam mieszane.Prawie wszyscy byli z kims.Niby mialam sie z kim bawic,bo prosil mnie do tanca jakis koles,czasami ktos sie napatoczyl,ale i tak byly chwile,ze chcialam potanczyc,a tu nic.Wiec wniosek taki,ze lepiej na takie imprezy nie chodzic samemu.Jesli nikogo sie w zasadzie nie zna,a wiekszosc bedzie z osobami towarzyszacymi.Teraz nie wiem,co robic.Isc i byc moze wkurwiona siedziec przy stole,kiedy inni beda tancowali?Czy darowac to sobie?Wiem,ze jest szansa,ze bedzie jakis samiec sam,ale raczej minimalna.Nie wiem.

skomentuj | (1)



Podpisuj dni imieniem swym.

2010-08-28 | 18:28:09

Pierwszy raz od dawna nie wiem,jak zaczac.Byc moze dlatego,ze jak na mnie,to dawno mnie tu nie bylo.Tak samo jak moje zycie,tak tez ten blog zaczyna mnie nudzic.Ale jeszcze tutaj trwam w nadziei,ze wraz z pazdziernikiem cos zacznie sie dziac.Albo nuz cos sie zmieni,nie znam dnia,ani godziny.Jak to sie stalo,ze znalazlam sie w  takim stanie?

Z matka hustawka,jak to czesto bywa.Raz wydaje mi sie,ze jest dobrze,by za chwile udalo sie wszystko zburzyc.Ostanio dalam sie poniesc emocjom,nie mialam sily udwac,ukrywac,walczyc.Ona chyba zauwazyla moj stan.Wyrzucilam jej tez co nieco.Zapytala sie czy mysle ze kocha mnie mniej,niz moja siostre.Wstrzasnely mna te slowa.Nigdy odnoszac sie do mnie nie uzywa slowa "kochac".To temat tabu.Codziennie probuje byc dobra,staram sie,zeby bylo ok i codziennie wszystko sie burzy.Ona mnie oszukuje.Udaje mila,nawet rozmawia ze mna spokojnie,by za chwile mnie zmieszac z blotem.Dlatego coraz bardziej boje sie kolejnej porazki i chyba juz nie bede probowala.Szukalam roznych sposobow.Nie mam sily udowadniac jej,ze jestem inna niz mysli,pokazywac jaka jestem w rzeczywistosci,nie mam ochoty zabiegac o akceptacje.To trwa juz za dlugo.Bede po prostu taka w jej oczach i nie jestem w stanie tego zmienic.Zaluje tylko,ze biore to tak do siebie,ze to mnie tak boli.Czasami sie zapomne i powiem jej cos,poradze sie,a potem ona wykorzystuje to przeciwko mnie,rozgaduje,wypomina.Ja za kazdym razem przyrzekam sobie,by tego nie robic.Moze juz niedlugo mi sie uda.Czasami mi jej szkoda,ale ona swoim zachowaniem i slowami zaraz przyprowadza mnie do porzadku i rzeczywistosci.Pokazuje,jak jest naprawde.I jaka jestem naiwna myslac,ze kiedykolwiek bedzie inaczej.Wpedza mnie w poczucie winy.Wmawia mi,ze jestem beznadziejna,nikim,smieciem niewartym uwagi.No moze jedynie pogardy.Boje sie,ze to we mnie utkwi i ze tak bede siebie postrzegac.Ze juz tak jest.Ze ja taka wlasnie jestem.Martwie sie,ze sobie nie poradze w dalszym zyciu.To wprowadza mnie w paranoje.Chcialabym sie tym nie przejmowac,nie probowac zmienic,olewac nasze relacje.Nie zachowywac sie jak gowniara nie umiejaca sobie z tym poradzic.

Ciagle pojawiaja sie nowe sprawy do zalatwienia dotyczace studiow.Troche mnie to denerwuje,ale musze pozalatwiac.Boje sie,ze cos przeocze i jak zawsze bedzie moja pierdolona wina.Matka sama wymysla mi problemy,zebym tylko miala pod gorke.Zawsze cos musi nie pasowac.Nie moze tak spojrzec chociaz raz na cos optymistycznie?No,ale po co skoro tyle radosci sprawia jej narzekanie.A ja jestem tego glownym powodem.Spotkalam sie kilka dni temu z moja przyjaciolka,chyba ja moge dalej tak nazywac,o drugiej "przyjaciolce"bedzie potem.No wiec wybralysmy sie do wiekszego miasta niedaleko,gdzie musialam zalatwic tez swoje sprawy papierkowe.Taki babski wypad.Troche zakupow,cos do jedzenia,rozmowy.Szkoda,ze ona tak rzadko wypuszcza sie z miejsca swojego zamieszkania.Ale to inna kwestia,taka juz jest.Az cud,ze ze mna pojechala.Dobrze mi to zrobilo,ona tez sie cieszyla.Juz wczesniej wspomniala,ze musi mi sie zwierzyc.Ja tez zawsze jej duzo mowilam,szczegolnie jesli chodzi o sprawy sercowe,chyba tylko z nia potrafie o tym rozmawiac.Teraz za duzo nie mialam do powiedzenia na ten temat,bo w moim sercu lod.Zero romansow.Ale przy niej nie czuje tej presji i wiem,ze mnie wyslucha z uwaga.Tak,szkoda,ze sie w pewien sposob izoluje,nie moze sie czesto spotykac.To rodzice,to nauka,to ona sama.Ale to inna sprawa.W kazdym razie bylo fajnie.A no wlasnie.Moja tzw."przyjaciolka" nas wychujala.Nie chce mi sie juz tego opisywac,ale faktem jest,ze nas wychujala.Moze nieswiadomie,moze nie ma sie o co zloscic,ale nas wychujala.Rozmawia z nami normalnie,ale nas wychujala.To sie liczy.Moja klamka juz zapadla.Nie warto zawracac sobie nia glowy,prawdziwy koniec.Kolezenstwo.Bede sie odzywac,bo nie jestem dzieckiem,nie lubie akcji z cyklu"obrazam sie".W sumie to mnie to jakos specjalnie nie zdziwilo,wiec zachowalam spokoj.Kontakt utrzymywany,ale nie dam sobie wlazic na glowe,nie bede sie o nic prosila.Wspomnialam o tym jak sie zachowala,bo jestem juz inna w naszych relacjach.Ale zachowalam sie dosyc chlodno,tak jakby mnie to nie ruszylo.Bo w sumie to nie ruszylo,nic nie stracilam.Tylko sie upewnilam i ciesze sie.Sila we mnie wstapila.Niedlugo zaczynam wszystko od nowa,nie zamierzam sie na koniec blaznic.Chce wyjsc z tego z podniesiona glowa.

Zaczyna do mnie docierac co mnie czeka.Im blizej tym bardziej sie boje,a z drugiej strony ciesze.Bede nizalezna(byc moze,jesli sie uda zamieszkac wlasnie tam),poznam nowych ludzi,zmienie otoczenie.Ale lekko przeraza mnie ta samodzielnosc.Choc zawsze jej pragnelam.Zeby mi sie tylko udalo przetrwac jakos ten pierwszy,najtrudniejszy rok.Przede wszystkim pod wzgledem nauki.A co jesli sie okaze,iz sie tam nie nadaje?Jest troche tych obaw,jest.Zobaczymy,staram sie o nich nie myslec.I wierze,ze to mi wyjdzie na dobre.

skomentuj | (1)



I don't belong here.

2010-08-13 | 14:02:23

Mieszanka.Wlasnie sie w niej znajduje.Mam mieszane mysli,mieszane uczucia,mieszane postrzeganie rzeczywistosci.Zobaczymy,czy zdolam sie podniesc.

Mam problemy z zasypianiem.Dobrze,ze nie musze nigdzie wczesnie wstawac.Jeszcze niedawno przeplakalam kilka nocy.Ostatnio jednak dni sa dla mnie laskawsze.Staram sie nie myslec,wlaczam sobie optymistyczne piosenki.Bylam w miasteczku niedaleko,zalatwic kilka papierkowych spraw.To dalo mi chyba jakies wytchnienie.Poza tym,zdobylam sie na wizyte u fryzjera,poniewaz psychicznie czulam sie lepiej.Nawet pogadalam sobie milo z fryzjerka.Dziwie sie czuje rozmawiajac z ludzmi,jakbym przybierala maske.Ale nie wiem,jak mam sie zachowac,zeby czuc sie normalnie.Nie bylam u niej nigdy wczesniej,ale od wczoraj zdecydowalam,ze bede chodzila wlasnie tam.Uwazam,ze ma kobieta to cos,scina z pomyslem i zaangazowaniem.Widac,ze to jej pasja.No i sama miala nieziemska fryzure.Jednak zawsze po takiej wizycie nie wszystko jest tak,jakbysmy chcieli.Musze troche ponosic owa fryzure,zeby dokladniej ja ocenic,moze aby sie po prostu przyzwyczaic.Ciencie jest naprawde dobre,nie wiem jednak,czy nieco nie za krotko.Natomiast grzywka mnie powala,najlepsza jaka mialam.Samo to,ze pisze o takich blahych sprawach,jak fryzura mowi,ze jest lepiej.

Mozna powiedziec,ze powierzchownie jest lepiej.Poniewaz o tym nie mysle,nie zaglebiam sie i uciekam od tego.Tylko dlatego jest dobrze.Moze kiedys moje wlasne mysli mnie zabija.Moze bede musiala brac jakies prochy,leki,czy nie wiem co.Chcialabym,zeby to bylo przez samotnosc.Wtedy moglabym sie wyleczyc,moze niezbyt szybko,ale moglabym.A tak boje sie,ze nie ma bezpiecznego lekarstwa.

Do zalatwiania jeszcze mi troche zostalo.Musze to zrobic,jak najszybciej.Niektore sprawy dotycza studiow,takze tym bardziej.Studia.Boleje nad tym,co sie stalo.Jeszcze bardziej,gdy widze osoby,ktorym sie udalo,ktore tam beda.Ja musze sie zadowolic tym,co jest mi dane,nie mam prawa prosic o nic wiecej.A moze zostanie mi zabrana ostatnia nadzieja.Matka oswiadczyla mi,ze nie wie,czy to jest dobry pomysl,zebym mieszkala poza domem,nie wie,czy to sie oplaca.Kurwa!!Tylko nie to.Oszaleje tu,wiem,ze oszaleje.Pomijam dojazdy,ktore beda katorga,z przesiadka w miedzy czasie.Nie moge tu zostac.Sprawdza sie najczarniejszy scenariusz.Dni,ktorych wyczekiwalam,ktore mialy byc najpiekniejsze w moim dotychczasowym zyciu,ulecialy.Teraz moim celem jest to,zeby nie mieszkac w domu.Gdziekolwiek,byle nie w tym miasteczku.Panicznie boje sie,ze tu zostane.Nie wiem,co wtedy,chyba nie dam rady.Nie jestem nawet w stanie o tym myslec.Zostalam ogolocona ze wszystkiego.

http://fc04.deviantart.net/fs17/f/2007/145/7/9/Mary_by_dargeg.jpg

skomentuj | (1)



Wszystkie gwiazdy eksploduja dzisiejszej nocy.

2010-08-09 | 21:13:34

Czuje,ze moja obsesja siega zenitu.Nie moge sluchac tych piosenek,nie moge sie izolowac.Boje sie.Zycia i przyszlosci.Siebie i swoich mysli.Kolejnego dnia.Chyba sobie nie poradze,nie bede umiala normalnie zyc.Jestem zrezygnowana.Przykro mi to pisac i wstyd.Obecnie potrafie sie rozplakac z byle powodu.Prawie z nikim nie rozmawiam.Dzisiaj bylam na miescie i wrocilam prawie z placzem.Nie potrafie funkcjonowac.Ludzkie twarze mnie przerazaja i napawaja obrzydzeniem.Pragne bliskosci,ale wiem,ze jestem skazana na samotosc.Przed nikim nie bede mogla sie otworzyc.Nie lubie ludzi.Z nikim nie bede soba,bo czuje sie jakbym nosila maske przy innych.Wymuszone uprzejmosci w sklepie,proba zachowania usmiechu,a przynajmniej zwyczajnego wyrazu twarzy.I starania,by wszystkim nie pieprznac.Powstrzymuje sie od placzu i krzyku.Oddycham gleboko,odchylam glowe do tylu,by lzy wrocily do oczu.Nie wiem,co by bylo,gdybym cale dnie byla sama w domu.Jestem zrezygnowana.Nie mam sily planowac przyszlosci,zyc dniem terazniejszym,probowac cos zmienic.Jestem beznadziejna,chociaz lubie siebie.Czekam tylko,jak dlugo to potrwa.Mialam isc do fryzjera,ale nie wytrwalam,wrocilam do domu.Nie moglam patrzec na ludzi,a co dopiero siedziec i czekac,az jakas kobieta cos zrobi z moimi wlosami.Balam sie,ze zrobie cos glupiego,chociazby sie rozplacze.Moze mam jakas fobie spoleczna.Moze po prostu samotnosc mnie zzarla.Chcialabym z kims byc,zeby sie przekonac,czy moze tak sie ze mna dzieje,bo nie ma nikogo obok.Ale czy mozna byc z kims dla przkonania sie?Otoz nie.Gdy wrocilam z zakupow poszlam na strych.Mialam tam cos do zrobienia,o co prosila mnie matka.Weszlam do malego pomieszczenia na tymze strychu.I pomyslalam,ze to byloby dobre miejsce na samabojstwo.Brzydze sie swoimi myslami.Patrzylam na belke tuz nad sufitem.To bylo samowolne,czesto,gdy tam wchodze mam takie mysli.Wiem jednak,ze raczej bym czegos takiego nie zrobila.Stchorzylabym,mam jeszcze odrobine nadzieji i ze wzgledu na rodzine.Kurwa,gdyby ktos sie dowiedzial ze znajmocyh mi osob,co siedzi w mojej chorej glowie.Nikt by sie nie spodziewal,nikt.Nikomu tez nic nie mowie.Wiem,co ludzie,by sobie pomysleli.Mam ich dosc.Mam siebie dosc i swojego zycia.Ale nie moge sie po prostu pozbyc mysli,doprowadzajacych mnie do zalamania.Zawsze mnie ciagnelo do takich rzeczy,do swirow,psychicznie chorych.Nie wiem,co sie ze mna dzieje,Dlaczego nie moge sobie zyc.Zwyczajnie.Ale zycie zwyczajne,otaczajace mnie,ktore widze wywoluje u mnie zlosc i obrzydzenie.Czekam,beznadziejnie czekam na nic.W nastepnym tygodniu bede powaznie przebywala z innymi.Albowiem bedzie to kilkudniowy wyjazd z ludzmi,z ktorymi byc moze ostatni raz spedze jakos dluzej czas.Potem odcinam sie od nich,ja gdzie indziej one gdzie indziej.Rozlam.Moze po tym spotkaniu odzyskam sily.Chyba odzwyczailam sie od ludzi.Chyba brakuje mi sensu.Postanowilam znowu tu napisac.Szukam ukojenia i wyrzucenia tego z siebie,choc to nie pomaga.Ciagly smutek.

skomentuj | (1)



Mam siebie

2010-08-06 | 18:06:36

Jakby mi troche lepiej bylo.Wiem,ze z czasem zly stan przejdzie,a raczej zostanie uspiony.I z tym nalezaloby sie pogodzic.Mam swoje niepokoje i inne cholerstwa,tak juz zostanie.Musze nauczyc sie zyc.Razem z tym.Ale mysli czasem osaczaja,nie pozwalaja spac,ani funkcjonowac za dnia.Pomyslalam,ze pojde do fryzjera,cos zmienic.Takie przyziemne sprawy sa mi teraz potrzebne.Musze odebrac papiery z uczelni,na ktora nie zamierzam isc.Poza tym juz niedlugo te studia.Jesli ten czas mi tak szybko zlecial,to te ostatnie miesiace uplyna w mgnieniu oka.A nawet szybciej.Takze mysle rowniez o jakims lokum na ten czas.Nie wiem,czy bedzie mozliwosc zamieszkania w akademiku niedaleko uczelni.To zdaje sie bedzie problemem,bo cos tam maja tam mieszkac tylko studenci z zagranicy.Zreszta przedzwonie do nich i sie zapytam najlepiej.Jesli nie to stancja,pokoj tylko nie wiem,czy da sie tam cos znalezc,w koncu to nie metropolia.Ogloszenia na razie przegladam.W najgorszym przypadku sa akademiki w miescie nieopodal,ale to nie bardzo by mi odpowiadalo.Wtedy byc moze bardziej oplacalaby mi sie dojezdzac z domu,a tego nie chce.Nie chce tu mieszkac,to przede wszystkim.Na serio zastanawiam sie,czy potrafie jeszcze kochac,byc z kims.To tak na marginesie.Jak sie w to kiedys zaglebie,to moze wysnuje jakis konkretny wniosek.Na razie sie nie zaglebiam,wole nie.Ciezko mi i byc moze tez przez to,ze jestem sama.Niby nauczylam sie tego,staralam sie.Moze za dobrze mi to wyszlo i teraz juz nie potrafie inaczej,boje sie?I najwazniejsze pytanie:nie chce??

http://www.youtube.com/watch?v=GUcXI2BIUOQ

Czasami warto poznac cos nowego.Prawie zawsze warto.Daje mi to dawke sily.Niby taki prosty tekst,a jakze prawdziwy.Piekna calosc.

skomentuj | (0)



2010-08-05 | 17:12:48

Dostalam dzis telefon z informacja,ze wszystko juz zalatwione w zwiazku ze studiami.Poczulam zlosc,bo droga zostala zamknieta,chociaz na to czekalam.Mam nadzieje,ze za kilka,kilkanascie dni poczuje z tego powodu ulge.Nie chce myslec o szansie,jaka moglam miec.Zalosne,lecz nie pozostalo mi nic innego jak pogodzic sie z tym.Tak strasznie sie boje,ze nie spotka mnie tu nic.Nic dobrego,nic zlego tez nie.Jestem bezsilna,pokonana i zrezygnowana.Chyba nie potrafie juz rozmawiac z ludzmi.Z matka.Bardzo sie izoluje,czas robi swoje.Mam przeblyski radosci,ktore daja mi zapomnienie i nadzieje.Pisze pierdoly,ktore uwazam za zenujace.Ktorych nikomu bym nie powiedziala.Nie wiem,czy zmiana otoczenia mi pomoze.Nie wiem,czy nadal umiem kochac i normalnie funkcjonowac.Powoli zaczynam do wszystkiego odnosic sie calkowicie obojetnie.Chcialam sie stad wyniesc,spalic za soba wszystkie mosty,a bede miala tylko tego namiastke.Zjebalam wakacje,zjebalam ten czas i siebie.Tylko slow mam do powiedzenia na ten temat.Calosciowo uwazam,ze sa zalosne.Tak,wiem to.Jestem swiadoma swojej slabosci,uzalania sie.Ale wlasnie z braku sil nie potrafie inaczej.Wkurwia mnie to.Wakacje to od jakis kilku lat bardzo zly czas.Nienawidze slowa 'czas'.

Odgrzewam utwory Nirvany.Kiedys mialam prawdziwa obsesje na tym punkcie i jak sie spodziewalam,wyroslam z tego.Ale pozostala bardzo silna fascynacja.Ta muzyka ma na mnie niesamowity wplyw,czuje kazda nute cala soba.A moj stan sie przy tym pogarsza.Jednak nie potrafie przestac sluchac.

Sappy-ten utwor mnie przeraza.Tak jak moje zapiski tutaj.

skomentuj | (1)



Weirdo

2010-08-03 | 19:26:23

To niesamowite,jak zycie przeplywa mi miedzy palcami.Juz tyle czasu minelo od poczatku tego wolnego.Jeszcze tylko dwa miesiace.Popadam ze skrajnosci w skrajnosc.Jeszcze niedawno ogarnialo mnie szczescie,chcialam tanczyc i chwytac kazdy nowy dzien.Cieszyc sie tym,co jest,cokolwiek by to nie bylo.Teraz ogarnia mnie zwatpienie.Nie widze celu,nie dostrzegam sensu.Marnie sie czuje i mam dziwne mysli.Wiem,ze to byc moze chwilowe,ale samo to,ze taki stan potrafi mnie dopasc mnie dobija.Zycie jest dla mnie krotkim urywkiem swiadomosci w nicosci.Nie moge sie z tym pogodzic.Co zrobic,jesli te mysli powracaja,nie daja spokoju.Niby wszystko jest w porzadku i nagle spadam.Nie umiem zyc zludzeniami.Moze powinnam zyc w samotnosci,jesli nie potrafie normalnie.Gubie sie.Potrzeba mi zapomnienia,czegokolwiek,aby nie myslec.Takze zaraz obejrze komedie albo cos.Leb mi peka,swiruje.Watpie w dobry stan mojej psychiki.W siebie.Moze problem sprowadza sie do braku drugiej polowki,do nadmiaru wolnego czasu,do doswiadczen z przeszlosci.Akceptuje siebie,lubie siebie,wiec to nie o to chodzi.Chyba.Chyba,ze sobie to wmawiam.Nawet gdybym znala powod tych moim stanow i mysli to,coz  tego?Przeciez o tym nie zapomne.Wiem,ze to do niczego nie prowadzi.Tylko do melancholii,smutku,bolu,depresji.Reszte mozna sobie dopowiedziec.Moge wiec udawac.Udawac,ze wszystko jest dobrze.Dostrzegac pozytywne aspekty.I to chyba jedyne wyjscie,zeby nie bylo gorzej.Zeby nie stalo sie nic naprawde zlego w mojej glowie,gorszego.Wpasowac sie w towarzystwo,jednak nie zabijajac siebie lub znalesc takich ludzi przy ktorych bede soba.Zyjac tak,zatracajac sie w swoich chorych myslach,nie bede szczesliwa.Powinnam bawic sie zyciem.Pomyslec,czego jeszcze nie robilam,a co chcialam i zrobic to.Wtedy nie bedzie czasu na bol egzystencjalny.Tylko,dlaczego tak trudno mi to zrealizowac?Co mnie trzyma przy tym wszystkim?Ciekawosc,co sie stanie jutro,nawet jesli 'jutro' rysuje sie marnie.I strach,bo jestem zdania,ze potem nic nie ma.Byc moze taki mam charakter i nic tego nie zmieni.Bede to czula do konca zycia.A wiec,czy to kwestia problemu,czy charakteru?Z jednej strony czuje sie dobrze z moim indywidualizmem,a z drugiej chcialabym nic nie dostrzegac,zyc sobie tam jakos,jak wiekszosc.

skomentuj | (1)


Info

Tutaj możesz napisać parę słów na swój lub bloga/strony temat.


Archiwum

2010
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
2009
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
  Grudzień




Linki




Layout

Wykonany przez Inez.
więcej: Szablony.blogowicz.info
Obrazek ściągnięty stąd.


Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·