|
![]() |
| 2010-03-08 | 20:21:53 |
Pewne rzeczy mozna przewidziec dzieki naszemu wyczuciu i intuicji,ale w tym przypadku niemalze stracilam nadzieje.A tu prosze dzisiaj.Tego pieknego,jak sie okazalo dnia.Przyszedl.Spodziewalam sie,ze wykorzysta swoja sytuacje i odwiedzi to miejsce.Moze ujme to inaczej-wierzylam.Jednak kiedy go zobaczylam czulam sie troche,jak w jednym z moich snow,czy cos takiego.Nie spodziwalam sie,mimo przeczuc,ze kiedykolwiek jeszcze sie zobaczymy.Nabuzowaly sie we mnie wszystkie emocje.Mialam czas,uspokoilam sie.Mialam czas,bo po prostu odwrocilam sie akurat w tym momencie,co trzeba.Fakt chwile wybral doskonala.Wlasnie wtedy,kiedy tam bylam.Czyzby znowu jakis chory los?Wszystko pamietam,jak przez mgle.Nie moglam opanowac usmiechu,on tez.I tylko tak sie usmiechalismy.Slowa niewypowiedziane bezposrednio do siebie.Troche zaluje,ze nie myslalam wtedy racjonalnie.Zbyt duzy szok i nie moglam na to nic poradzic.Dobra przyznaje sie sama przed soba,bardzo zaluje.Tak od slowa do slowa i potoczyloby sie zapewne troche inaczej.Ale nic takiego sie nie stalo.Po prostu poszlam,nie pozwolilam sie niczemu rozwinac.Dlaczego?Chyba wlasnie przez ten szok,zaskoczenie.Kurwa.Poszlam sobie.Myslalam,ze tylko tego mi trzeba,ale zaprzepascilam to.Stal jeszcze,z kims rozmawial,a ja bylam gdzie indziej.Do tej pory nie moge uwierzyc,jak to sie stalo,jak ja to zrobilam.
Caly dzien usmiecham sie,tancze,spiewam i mowie sobie,jaka jestem glupia.Szczescie mimo wszystko.
skomentuj | (0)
| nie obchodzi cie wiosno,ze czekam na ciebie. | 2010-03-06 | 21:20:34 |
Snieg.Znowu przedluzyl czas oczekiwania na nowe.Powrot do niedawnego stanu,ale to chyba juz niedlugo.Przyjdzie napiecie,fanfary,a po nich wiosna.Uwielbiam wiosne,bo kojarzy mi sie ze zmianami,szczesciem,swiezoscia,cieplym wiatrem,sucha ziemia i zielona trawa.
Zaprzyjazniam sie z ludzmiJestem bardziej otwarta,wiecej rozmawiam.Bawi mnie to i poniekad cieszy,jednak nie jest mi to potrzebne.Moge,a raczej nauczylam sie byc sama.Coraz bardziej irytuje mnie glupota ludzka,zaslepienie.Czy to mozliwe,ze nienawidze przyjaciolki?Czy istnieje taka opcja?Mozliwe.Psychika ludzka nie zna granic.
Potrzebuje zmian.Usmiechu,bo przyszla wiosna.
I zdania matury.Bo zdeche,tak zdechne tutaj.Wszystko jest dobrze,dopoki nie przyjade do domu.Napieta atmosfera,krzyki,ponizenie.Rzadko zdarza mi sie plakac,tylko wtedy,gdy juz tu nie wytrzymuje.Nadzieja umiera ostatnia,poniekad prawda,ale coraz czesciej puka do moich drzwi rzeczywistosc.Jak nie znajde sobie pracy na wakacje nie bede nawet miala za co utrzymac sie na studiach.Ona mi nie pomoze.Optymistycznie zakladajac,ze sie dostane.Nienawidzi mnie,nie jestem dla niej zbyt wystarczajaca.Nie ma pojecia jaka jestem,wie tylko,ze jestem zla,wyrodna corka i chocbym nie wiem,co robila zawsze tak bedzie.Nie chce dac sie zaszufladkowac,nie chce byc taka jak ona chce,zebym byla.Wszystko widzimy inaczej.Niby powinna byc mi najblizsza osoba,a jest najdalsza.Boli.Ja tez pewnie boli,ze nie ma takiej corki,jakby chciala.
skomentuj | (0)
| 2010-02-26 | 18:59:43 |
Jadac autobusem do szkoly pomyslalam sobie,ze moge zginac.W kazdej chwili.Dzien obecny moze byc tym ostatnim.I nie robie nic,zeby przezyc go w pelni.
Chcialbym,zeby juz bylo po wszystkim.Boje sie przyszlosci,matury,tego co po niej szczegolnie.Teraz kiedy jestem optymistycznie nastawiona,kiedy chce naprawde zyc,gdy idzie wiosna,martwi mnie to.Jest dobrze,ale to taka drzazga.Nie pozwala mi w pelni zyc i nie bac sie.Bo przeczuwam najgorsze.Trudny czas,ale nie moge sie rozpraszac,musze to przezyc,poswiecic sie by miec choc szanse.Ale chyba sie nie da.Pozostaje mi walczyc mimo przeciwnosci oraz racjonalnego myslenia.
skomentuj | (1)
| 2010-02-21 | 16:57:39 |
To,co zrobil Adam jest jakims spelnionym snem.Mozna bylo wierzyc,mozna bylo marzyc i snic,ale kiedy to przyszlo nie ma slow do opisania.Jest wielki,najwiekszy.Jest dla mnie osobiscie mistrzem.Ciesze sie i jestem dumna,ze zyje w takich czasam,kiedy mamy takiego sportowca.Nikt nie dal mi tylu sportowych emocji.Spelnilo sie.Nieopisane szczescie i lzy w oczach kiedy Malysz skakal,kiedy stawal na podium.Krzyczalam razem z Szaranowiczem i Tajnerem.Juz pierwsze srebro bylo szczytem marzen i czyms nieprawdopodobnym,a co dopiero to wczorajsze.Dokonal czegos niesamowitego.Nie mam na to slow.Sportowiec naszych czasow.Wierzylam,ze to sie stanie,bo zawsze w niego wierze,ale teraz przerosl wszystkie moje marzenia.Gratulacje tez dla Hannu Lepistoe.Wysmienity trener,potrafil przygotowac Adama dokladnie na igrzyska,forma przyszla,kiedy trzeba tak jak mowil,obiecywal.Pozostali skoczkowie tez nie najgorzej.Cudownie sie to ulozylo.Moglabym pisac i pisac o tym,jak Adam jest wielki,ale prawdziwym kibicom i Polakom mysle,ze nie trzeba o tym mowic.Ci,co doceniaja to wiedza.Chcialabym tylko zobaczyc miny tych niedowiarkow.Adam sam niech zdecyduje kiedy skonczy kariere.Jak dla mnie moze skakac i byc na ostatnich miejscach,a i tak bedzie tym WIELKIM.Nasza duma;)
Wiem,ze powstal z tego wielki chaos i nie napisalam wielu rzeczy,ktore chcialam napisac,ale jeszcze nie ochlonelam po tych konkursach i chce napisac zbyt wiele w jednym czasie.Nie bede tego powiekszac.Dalej sledze poczynania na igrzyskach.
Mialam napisac,ze juz chyba wiosna idzie szybkimi krokami,ale przed chwila zaczal mocno padac snieg.
skomentuj | (0)
| 2010-02-12 | 19:02:59 |
Nie wiem,nie znam skutecznego sposobu jak mam sie na to wszystko przygotowac.Caly czas siedzi we mnie obawa,ze nie zdam.Oby moje przeczucia nie staly sie faktem.musze sobie,wiec wmawiac,iz wszystko pojdzie dobrze i nie myslec o porazce,bo to mnie dobija z oszalamiajaca sila.Przeciez nie ma odwrotu.
Taa zblizaja sie walentynki.Wystawy sklepowe informuja juz o tym od miesiaca.Chcialam napisac,jak ich nie lubie.Nawet zerknelam na wpis sprzed roku z uczuciem pewnosci,ze wtedy tez sie uzalalam w zwiazku z tym dniem,ale patrze i szok.W walentynki nawet nic nie napisalam,przed i po tez zero.Tak jakby ich w ogole nie bylo.I to jest chyba taktyka.Dzien,jak co dzien dla mnie,ale jak tu przezyc ten dzien,jak zwykle,jesli napierdalaja serduszkami ze wszystkich stron.Od czerwonego i w miejszych ilosciach rozowego mozna dostac oczoplasu.Szal normalnie.Komercha i nic wiecej.Poza tym nie lubie slodkich slow,oklepanych formulek.Zreszta wyjezdzam w ten ostatni dzien wolnego,wiec moze tak tego nie odczuje.Chociaz co tu odczuwac.Nie lacze tego "swieta" z milosci,ktorej nie mam,kojarzy mi sie tylko ze sztucznoscia.
Igrzyska olimpijskie czas zaczac!Szczególnie skoki,skoki,skoki,wiec zmierzam ku tv.
skomentuj | (0)
| 2010-02-08 | 01:47:39 |
bardzo lubie fotografie.jak bede miala na tyle kasy kupie sobie dobry aparat i bede cykala.gdzie sie da i kiedy sie da.fajnie tak zatrzymac chwile.wspomnienia.uchwycone niesamowite momenty.chcialabym.
teraz jest jeszcze taki okres wyczekiwania.po maturze znikam.byle gdzie,byle nie tu.bowiem nic mnie tu nie trzyma jak na dzis.jesli sie dostane na studia tam gdzie chce,to wiadomo.kolejny etap.mysle,ze szczesliwszy.jesli sie nie powiedzie zrobie wszystko,zeby nie siedziec tutaj.nie wiem byc moze nawet zagranica.nie chce tu gnic.lubie zwiedzac,poznawac,odkrywac.moze kiedys uda mi sie troche pojezdzic po swiecie.ale sie cholera rozmarzylam.no nic trzeba jakos chwytac chwile.bez aparatu.
idzie wiosna.moglaby szybciej,czas na zmiany.dokladnie tak.na pewno gdzies idzie,a z nia powiew swiezosci.i pragnien.jak zawsze.troche trace nadzieje na cos stalego.nawet,jesli jest mi zle samej nie pokaze tego.bede tkwila przy swoim.byc moze nie jestem,az tak zdesperowana.byc moze rzeczywiscie.byc moze przyzwyczajenie.
skomentuj | (0)
| 2010-02-05 | 22:04:42 |
dzisiaj jestem szczesliwa.chyba dlatego,ze cos sie dzialo.tzn.wiecej,niz zazwyczaj.zauwazylam,iz lubie taki czas kiedy nie mam czasu.gdy nie mam jak myslec o niepotrzebnych sprawach.ciesze sie chwila.to mi odpowiada.szlam sobie dzis,czulam cieplejszy wiatr,usmiechalam sie sama do siebie i poczulam,ze jest mi dobrze.nie chce tracic takich chwil.
wybralam sie do innego miasta zalatwic kilka spraw.juz sama podroz byla nieoczekiwanie zaskakujaca.jakies problemy,ale znalazl sie sposob na dotarcie na miejsce.kurde przypomnialy mi sie dawne czasy z nim.odwaga,przygody,pragnienie znieznanego.cos sie dzieje.to dobry poczatek.na rozwoj wydarzen.juz jest w sumie dobrze.wszystko sie uklada.w takich chwilach docenia sie przyjazn i obecosc drugiego czlowieka.
podjelam decyzje.i jak sie z tym czuje?pozytywnie.odczuwam bowiem spokoj.podjelam jakas walke o lepsze jutro.warto chyba sprobowac.moze sie uda,a jesli sie uda to satyswakcja bedzie przeogroma.wczoraj probowalam porozmawiac o tym z przyjaciolka.zabolalo mnie,ze odniosla sie do tego w tak dziwny sposob.biernie,w dupie to miala,zimno.ale nieoczekiwanie porozmawialam z nia.z kolezanka,nie wiem jak ja nazwac.z bliska mi osoba po prostu.tak,chyba blizsza od osoby,ktora nazywam przyjaciolka.bo na niej moge polegac.to przede wszystkim.dziwne relacje.uwielbiam ja od zawsze mimo,ze nie gadamy na codzien.mimo,ze nasz kontakn jest urywany.to do niej moge zawsze sie odezwac,a ona do mnie.i dzieje sie tak,jakbysmy nie rozstawaly sie nigdy.
no to:
"pisarze do pior,pasta do zebow"robert gorski ;)
skomentuj | (0)
| 2010-02-04 | 18:43:17 |
jutro juz nie bedzie odwrotu.moja jedna z najwazniejszych i mam nadzieje,ze jednak dobra decyzja.dzis jeszcze nie jestem pewna.zawazy sie przyszlosc.moze zrobie,wybiore zle,ale cos wybrac musze.moge tylko potem napisac to jak najlepiej i miec nadzieje,ze zapewni mi to jakis wybor,szanse.boje sie-fakt.bo to nie jest wybieranie smaku czekoladek.od tego zalezy,czy spelni sie.
odwiedzil mnie dzis.pogadalismy.jutro moze sie miniemy.mam nadzieje,ze nic sie nie zmienia.ze tylko to,co jest teraz pozostanie do konca.ze nie bedziemy potrzebowali przekroczenia granicy.nie ma co sie martwic.jesli ja tego nie chce,nie czuje,jesli nawet tego sobie nie wyobrazam to nie jest zle.gdybym miala jakiekolwiek watpliwosci byloby inaczej.
to sie tak zdaje,ale zaraz przeleci tydzien.i nastepny.a potem tylko z gorki do matury.kurwa mac.to tylko mi sie nasuwa na usta.myslalam,ze jednak sie odwaze.ale boje sie zaryzykowac.wole miec zabezpieczenie,bo potem nic mi nie zostanie,zadnej alternatywy.a to dla mnie zbyt wazna decyzja.jak nie najwazniejsza.
przez tych kilka dni myslalam o tamtym.ciekawa jestem,czy skonczy jak zawsze.kilka dni po feriach wszystko bedzie raczej wiadome.potem tylko cud moglby sprawic,ze stanie sie inaczej.szkoda?
"wylewam" swoje obawy,smutki oraz rozgoryczenia.nie potrafie zamiescici tutaj mysli bardziej pozytywnych.najwyzej kilka zdan nie mowiacych nic.albo,gdy mam taka kumulacje pozytywow,ze musze to z siebie wyrzucic.ale to tez niezbyt intensywnie.chcialabym poczuc na twarzy wiosenny wiatr.to lubie prawie najbardziej.
prawie bym zapomniala!mistrz wraca.mam nadzieje.prawdziwy kibic zawsze wierzy.i niech teraz wypowiedza sie ci,ktorzy z hanba sie do niego odnosili.zasrani "patrioci".nasz to nasz i nie pojmuje,jak mozna tak bluznic na czlowieka,ktory tyle zrobil dla polskiego sportu.zaden sportowiec nie dostarczyl mi tylu emocji co Malysz.pamietam czasy jego najwiekszej swietnosci,jak bylam mlodsza.az usmiech cisnie sie na usta.ten czlowiek napawa mnie duma.jak czytam komentarze odnosnie jego skokow to mnie nosi.ci sami co go potepiali teraz,jak mu lepiej idzie wypisuja slowa uznania.ja pierdole.zero szacunku.ale niektorym zawsze jest zle.kurwa,jak mamy wielkego czlowieka,z ktorego powinnismy byc dumi,to doszukujemy sie jakis pierdol i zawsze ktos jest niezadowolony.jak mozna w ogole pisac,ze ktos wstydzi sie,ze jest Polakiem przez Malysza?kurwa.co za swiat.w momentach slabosci okazuje sie,kto jest autentycznym kibicem.mam nadzieje,ze teraz pokaze tym,ktorzy w niego watpili,ze nadal potrafi namieszac.zreszta nie musi niczego udowadniac.byl i bedzie mistrzem,cokolwiek by robil.niektorzy nie potrafia tego docenic.
skomentuj | (0)
| 2010-02-01 | 20:31:55 |
zbieram sie do wyrzucenia z siebie jakis slow i nie wiem,czy beda one dobre,odpowiednie.czy za chwile nie postanowie sie od tego odciac.
teraz tyle wolnego.wiem jaki to bedzie czas.moze nie jestem w stanie tego przewidziec,ale zobaczymy po wszystkim.chcialabym sie mylic.
po studniowce.wspanialej,przetanczonej.ludzi w klasie mam niezaprzeczalnie swietnych.jest sie z kim dogadac,wyszalec,napic.moze najpierw sprawa przyjaciela.tego sie balam,tej zbytniej bliskosci,przekroczenia jakiejs granicy.w poslizgu,ale chyba udalo sie wszystkiego nie popsuc.robilam wszystko byle nie pozwolic sobie na gest,ktory moglby zle odczytac.bo wiem,ze ja nie chce nic wiecej oprocz tego co jest teraz.nie potrafie na niego spojrzec w inny sposob,nie chce.wiem,ze gdybym zrobila jeden krok za duzo wszystko by sie posypalo.wiedzialby,ze dostal pewne przyzwolenie.malo brakowalo.mam tylko nadzieje,ze to co jest obecnie bedzie trwalo jak najdluzej.
dziwnie sie czuje po tym wszystkim.tym razem czuje sie dziwnie.podswiadomie wiedzialam,ze tak sie skonczy.poznaje kogos z kim bawie sie niemalze przez cala noc.potem nigdy nie zalowalam.czasami znajomosc sie kontynuowala,czasami wszystko popadalo w zapomnienie.ale czulam sie z tym dobrze,nie chcialam nic wiecej.nie bylo we mnie tej pustki ktora czuje teraz.dziwna pustka,nie wiem co ze soba zrobic.a czasami mam ochote postapic,jak zawsze.usmiechnac sie i zapomniec.chociaz,gdy pomysle o tych slowach,ktore do kogos powiedzial,to chcialabym.zeby sie odezwal,znalazl.zeby cos trwalo nadal.moze mecza mnie juz takie sytuacje.choc nie powiem lubie poznawac nowych ludzi,miec jakies nowe doswiadcznia.i nie wiem dlaczego wlasnie teraz tak sie czuje.byc moze to oznacza,ze jednak kogos potrzebuje.chociaz nie dopuszczam do siebie tej mysli.najlepiej nie beda o tym myslala.ale to sie powtarza.
skomentuj | (0)
| i tak. | 2010-01-24 | 18:35:03 |
gdybym napisala cos jakies 2 godziny temu wyrzucilabym tu caly swoj zal,zlosc.w sumie wscieklosc.teraz juz mi troche przeszlo.za niedlugi czas,kiedy dojdzie do konfrontacji,znowu bedzie to samo.gdy sie tak zdarzy,ze bede miala dzieci nigdy nie powiem im czegos w stylu"wstydze sie,ze mam taka corke/syna".moge byc kazdym,ale nie tym kim ona jest.juz to jebie.zawsze bede przez nia pomiatana.ale nie moge stracic przez to wszystkiego.
trudno sie z tym pogodzic.ale zawsze tak jest,wiec w koncu to powinno stac sie dla mnie rutyna.nie chce,zeby bylo tak,ze przychodzi moment w ktorym pekam.chce byc na to obojetna.calkowicie i prawdziwie.daze do tego.bo nic innego mi nie pozostaje.
szal studniowki.jutro ostro zaczynam przygotowania.tyle zachodu na te jedna noc.ale coz.jakis ogolny zarys mam,ale chyba zbyt ogolny.zreszta ta cala studniowka.licze na dobra zabawe.tyle.
chce sie od wszystkiego odciac.przy niej nie mam juz najmniejszych sil.nie wiem.jakie to pesymistyczne.tak.ta czesc mojego zycia jest dostatecznie chujowa.
ograniczam przeklinanie.ale czasem trudno wyrazic najbardziej soczyste emocje.
kimkolwiek bym byla bede zla.
skomentuj | (0)
| 2010-01-15 | 20:27:11 |
kolejny weekend skokow.daje mi to pewna radosc.poza tym jutro trzeba wziasc sie w garsc i w koncu isc na te zakupy sukienkowe i cos wybrac.byc moze.nie wiem czemu tak z tym zwlekam.zamieszanie,ze hoho.a to dopiero poczatek.niedlugo proba poloneza taka bardziej oficjalna.wychodzi to nieco smiesznie.o filmiku nie wspomne.brak pomyslu,dno wyszlo i tyle.chociaz bedzie sie mozna posmiac z tego dna potem.dlaczego jest tak,ze chce o czyms napisac,ale z roznych przyczyn nie moge(brak czasu i inne),to kiedy juz zasiade to wszysto mi sie wymyka.istny chaos.chyba musze zaczac pisac bardziej systematycznie i nie zwlekac.a zreszta.nie widze w tym sensu.o i ksiadz byl.jakis nowy nie znam go.nie bylo go w kazdym razie,gdy chodzilam jeszcze do kosciola.zreszta od tego czasu kilku ich juz bylo.nie udalo mi sie wrocic pozniej.ale i tak koleda trwala zaledwie kilka minut.glupkowaty,przemily usmieszek mojej mamy,odmowione formulki "ksiecia".poszedl.nastapilo zdjecie bialego obrusu i ponowne wlaczenie telewizora.nie bede przyjmowala koledy w przyszlosci.to dosyc oczywiste.
skomentuj | (0)
| 2010-01-09 | 22:36:52 |
znowu zaczyna sie okres,gdy mam trudnosci ze snem.a wlasciwie moze juz sie skonczyl?poniewaz od dwoch dni zasypiam normalnie.nie krece sie z boku na bok,nie mam klebowiska mysli.klade sie i nawet nie wiem kiedy usypiam.po dlugich meczarniach to cos wspanialego.
nadszedl kolejny weekend,czyli nic konkretnego.a moglabym sie czyms zajac powazym,czyli czyms co przyniosloby zadowalajace skutki.ale nie.czas tak szybko leci.nadchodzi niedziela i okazuje sie,ze te kilka dni bylo nie w pelni wykorzystane.moglabym chociaz przemyslec prezetacje maturalna.ale znowu nie.przyjdzie na to czas pewnie w niemalze ostatniej chwili.i pewnie jak zawsze jednak sie wyrobie.moze jutro sie tym zajme.musze przestac odkladac wszystko na ostania chwile.tak samo ze studniowka.trzeba w koncu rozgladnac sie za sukienka itp.niby fajna ta studniowka,ale troche za sztywna,za bardzo uroczysta.ale taka wlasnie ma byc,taki jej urok.ok,jeszcze troche czasu jest,wiec nic o studniowce.zreszta w zwiazku z nia nie wiem czy dobrze postapilam w pewnej sprawie.ale to juz za mna i nie ma odwrotu,takze nie ma o czym mowic.
dzis skoki jutro skoki.nie moge sie od nich oderwac i dobrze,bo lubie to.i czekam zawsze z niecierpliwoscia na kolejne.szkoda tylko,ze wlodek juz nie komentuje.to bylo cos.te emocje,sportowy duch.sam jego glos sprawial mi przyjemnosc.no,ale w zwiazku z przejetym przez niego stanowiskiem trzeba to przecierpiec.
i moze wreszcie zaczne pisac po polsku.a nie tak z malej litery.bez ą,ę.ale coz.dlaczego to wyszlo tak bezsensownie?chyba dlatego,ze taki weekend.
skomentuj | (0)
| silna przede wszystkim | 2010-01-01 | 18:17:57 |
trzeba sie przyzwyczaic.2010.czesto musze sie zastanowic przed wpisaniem roku.to tylko data,jednak symbolicznie zaznaczajaca cos innego.przede wszystkim wypelniona nadzieja.u mnie zapowiada sie na rok wielu zmian.wlasnie zapowiada sie.a chcialabym,zeby bylo duzo zmian.matura,oby studia,wyprowadzka z domu OBY.trzy podstawowe,wyczekiwane zmiany.juz sie nie moge doczekac.im blizej konca tym lepsza zmiana.jesli nie wypali bedzie tak chujowo,jak jeszcze nie bylo.tak mysle.
nie chce podsumowywac minionego roku.nie lubie takich rzeczy.co bylo to BYLO.a teraz-co bedzie.jakies postanowienia-raczej nie.chcialabym tylko zdac popierdolona mature jak najlepiej moge,dostac sie na studia do tego wlasnie miasta i wyjechac tam.to moje marzenie od dawna.marzenie,ktore czasem mnie dobija,gdy pomysle,ze wszystko moze sie nie udac.
wczoraj byly dziwne rozmowy z moim przyjacielem.bylo jak dawniej.czulam sie,jak kiedys.wtedy moglam na niego liczyc,a on na mnie.wiem,ze teraz moze byc tylko lepiej.chcialabym,bo zaluje tego rozstania.glupiego.niepotrzebnego.czeka nas jeden wazny wieczor.mogacy zmienic wiele.ale to jeszcze nie teraz.denerwuje mnie tylko,kiedy ludzie widza w nas pare.ale obiecalam sobie,ze juz nigdy nie bede sie tym przejmowala.nigdy,przenigdy.bo teraz bardziej doceniam taka znajomosc i wiem,ze miec takiego przyjaciela dla mnie duzo znaczy.ta osoba jest tak wazna,ze nie warto w tym temacie przejmowoc sie opinia innych.
a na niej zawiodlam sie nawet w sylwestra,chociaz juz mowilam coraz bardziej mam to gdzies.jak jest zle,jak nie wie co robic,jak wpada w histerie to do mnie.to ja,JA,JAA!ale tylko wtedy,kiedy potrzebuje sie do kogos odezwac,nie wie co robic.wylacznie wtedy.tak ma raczej w dupie wszystko.a nie o to w tym chodzi.nie chce byc tylko powierniczka,zamiast niego i tego typu sprawy.owszem przezywamy swietne i niezapomniane chwile.ale to nie przytloczy momentow jej egozimu.ja niezbyt czesto moge na nia liczyc.nie zwierzam sie jej,nie mowie jej wszystkiego,rywalizujemy.kurwa koniec.bede sie z tego smiala.przeciez nie chce byc taka jak ona.bede pielegnowala nowe znajomosci.zajme sie bardziej soba i swoimi pragnieniami.tym czego ja do cholery chce!przede wszystkim musze byc silna.wlasnie tak.
skomentuj | (0)
| 2009-12-26 | 20:52:43 |
szybko i bezbolesnie.po swietach.opisane jednym slowem?spokojne.tak,o dziwo byly i nadal panuje taki klimat.wyciszenia,lenistwa oraz obzarstwa.chociaz w wigilie bylo troche nostalgicznie.zyczenia do bani.nic nie poradze.ona zyczyla mi cos w stylu,zebym byla lepsza,niz jestem.i to nie znaczylo robienia dobrych uczynkow.ja wiem,co miala na mysli.tyle na ten temat.nie zdobylam sie na zyczenia jej czegos konstruktywnego i tak od siebie.chwilami zaluje.teraz jest mila atmosfera.znaczy sie taka ok.wiem dlugo tak sie nie da.ciekawe kiedy bedzie bum.ale juz mnie to tak nie zaskakuje,mniej boli.choc bolec nie przestanie.plakalam wigilijnie.nie wiem,nie moglam.wszystko sie zebralo.w samotnosci.nie znioslabym,gdyby ktos zobaczyl moje lzy.zreszta.to takie zalosne.smutek przybral na sile,poczucie samotnosci.z nia nie znajde juz wspolnego jezyka.przeciez jestem tego swiadoma,wiec nie wiem po co powtarzam.widze jak wszystko sie zatarlo.denerwuje mnie kazde jej spojrzenie,slowo.widze tylko nienawisc.bo nie potrafimy normalnie rozmawiac.dwa swiaty.zreszta.koniec.nie za duzo o tym.
i chcialabym,zeby moja siostra czasami przejrzala na oczy.
o!trwaja negocjacje nad sylwestrem.myslimy.kombinujemy,szukamy.oby,oby.bo musze sie napic.i potanczyc.beztrosko nie myslac o czyms na pozor waznym.
tak szybko zniknal.nie ma go.zostawil wszystko wsrod szarosci.zabral atmosfere wspomnien.dal putke.snieg.wrocilby.
skomentuj | (0)
| 2009-12-22 | 21:48:42 |
jeszcze jest w szpitalu.dobrze sie czuje,wiec mysle ze jutro wyjdzie,bo przeciez wigilia tuz tuz.i tu uwaga zaskoczenie:tegoroczne swieta we wlasnym domu.od jakiego to juz czasu?dawno nie bylo takich swiat.ciekawe,czy bedzie wkurwienie,zlosc,czy raczej spokoj.a moze smiech.w takie dni rozne rzeczy sie zdarzaja.robi sie cos,bo tak wypada.taki nastroj.
jestem cholernie chora.takie mocniejsze przeziebienie.niesamowita goraczke mialam przez cala noc.ciekawe okreslenie dla goraczki.co chwile mialam inny sen.obracalam sie z boku na bok.bylo mi goraco,ale zimno w stopy.rzadko choruje.rano zebralam sily i zawitalam tam po raz ostatni.nie powiem.bylo fajnie.wesolych swiat na koniec sratata.i po imprezie.moze sylwester w tym gronie.cos trzeba pomyslec.wszyscy wolni w tym czasie.a on ciagle sie przemykal obok nas.caly czas gdzies krazyl w zasiegu wzroku.nie to nic powaznego.to raczej zabawa.
skomentuj | (0)